Socjologia pozytywna

W socjologii współczesnej utarło się wiele błędnych przekonań. Jednym z najlepiej udokumentowanych błędów jest przeświadczenie o bezstronności obserwatora. Z danego fenomenu o niemożności bycia bezstronnym, niewartościujacym badaczem rzeczywistości zdawali sobie socjologowie promujacy nurt humanistyczny.

Takie stanowisko polegało na przeświadczeniu, że każdy badany człowiek jest jednocześnie badaczem i interpretatorem swej rzeczywistości. Tak samo badacz jest jest jednocześnie człowiekiem zanurzonym we własnej rzeczywistości, która zna najlepiej. Problem adekwatności i obiektywności badacza rozwiazano na trzy sposoby:

1. Badacz wykorzystuje i porządkuje opis ludzi ich rzeczywistości i wykorzystuje ich jako badaczy posiłkowych.

2. Badacz jest czynnym uczestnikiem danej społeczności, tak że interpretacja badacza a uczestników nie jest znacznie różna.

3. Badacz wypowiada się jedynie o własnym społecznym środowisku.

O ile stwierdzam prawidłowość potrzeby niwelacji stronniczości poprzez uczestnictwo, to uważam, że nie powinno się całkowicie wykluczać wstępnych uogólnień i założeń przed badawczych. Uważam wręcz, że powinno się mieć dane założenia świadome, ponieważ nie jest możliwe nie posiadanie założeń. Człowiek, także socjolog jest zanurzony w określony system wierzeń i wyznawanych wartości. Tak więc istotne jest aby dane założenia nie były nieświadome.

Jednym z takich nieświadomych założeń w socjologii które zaburzaja obiektywność wniosków jest założenie, że najbardziej obiektywne jest wyjście z pozycji sekularnych. Jest to stanowisko, które błędnie zakłada, że ateizm jest brakiem wiary więc też i wartościowania.

Postulat radykalności
Postulat posiadania kryteriów pozytywnych. Czyli tego, iż socjologia powinna badać i pomagać osiagać określone jasno kryteria.
Dlatego też uważam, wychodząc z pozycji osoby wierzącej, że człowieka charakteryzuję prawo boskie względem człowieka
Każdy człowiek charakteryzuje się potrzeba przynależności
Potrzeba poczucia odrębności
Możliwością samoobrony
Potrzeba bycia szanowanym
Potrzeba bycia potrzebnym.
Jest to pozytywna wersja dychotomii wykorzystywanej przez E durkheima. Durkheim słusznie zauważył, że anomia względem norm społecznych powoduje chęć samounicestwienia. Czymś przeciwnym do chęci śmierci jest afirmacja życia, a według mnie tym powinno się charakteryzować społeczeństwo szanujace prawo stworzenia czyli życia.

Nietzsche, a sprawa antychrysta.

Powiem coś, co większość ludzi uzna za sprzeczność.

Jestem chrześcijaninem, natomiast zgadzam się w dużej mierze z wnioskami Nietzschego zaprezentowanymi w książce anty-chrześcijanin.

Oczywiście, że nie ze wszystkimi. Nie zgadzam się z wnioskiem, że Bóg nie żyje i że myśmy go zabili. Większość ludzi prawdopodobnie zatarasowała sobie drogę do Boga. Wiem, że być może jest to nieadekwatne porównanie, ale Eliasz także zwątpił.

Uważał, że wszystko już stracone, jednak Bóg powiedział mu, że zachował sobie resztkę wiernego Izraela. Nietzsche tego prawdopodobnie nie wiedział, lecz nie oznacza to, że my jako chrześcijanie, mamy tkwić w jego ciemności. Wychodząc od jego poszlak, możemy stawiać inne wnioski.

Nie godzę się z wnioskowaniem, że najbliżej nam do kogoś, kogo zwalczamy. Takie stwierdzenie, to niestety według mnie –  czysty lucyferianizm. Ktoś powie: oszalałeś. Jak można przystawać z ateistą i prawdopodobnie lucyferystą, na temat chrześcijaństwa. Ano można. Trzeba założyć jedynie, że Chrystus, kiedy prorokował, prorokował prawdziwie. Większość ludzi, która będzie nazywać Chrystusa Panem, to słudzy antychrysta. 
Dlatego też jeżeli Nietzsche szczerze chce ich przedstawić, obraz chrześcijaństwa w swoim wrażeniu ogólnym – taki jaki prezentuje większość wiernych, pastorów oraz księży, to jest to odbicie wyłaniające się bez wątpienia nie inaczej jak z czegoś przeciwnego –z fałszywego chrześcijaństwaTym samym, mam wrażenie, że Nietzsche zupełnie nieświadomie, w dużej mierze zakłada buty chrześcijaństwa prawdziwego.Tymczasem następstwem tego eksperymentu myślowego są ważne wnioski,  czym jest antychrześcijaństwo:

 

  1. Nietzsche uwielbia Chrystusa. Nazywa go prawdziwym hiperboryjczykiem, pierwszym człowiekiem itp., stanowiąc taką swoją postawą kontrast dla szeroko rozumianego chrześcijaństwaRefleksje nasuwają się same. Mimo że tzw. chrześcijanie, a właściwie – antychrześcijanie, uważają siebie za uczniów Chrystusa, to jednak w swej obłudzie nie podążają za swoim mistrzem, pełniącym przecież rolę wzoru do naśladowania.
  2. Prezentowany wizerunek chrześcijaństwa jawi się dla niego, jako czysty neoplatonizm. Nietzsche gardzi degeneracją platonicznych kłamstw, półprawd i nieszczerości. I należy przyznać mu rację, ponieważ postawiono Platona w miejsce Chrystusa. Prawdziwy chrześcijanin wiedziałby, że jest to zabronione i wiele razy napominane w Biblii, aby nie zamieniać Boga na filozofię.
  3. Postrzega chrześcijan, jako stado naśladujących się wzajemnie głupków. To także cecha mocno potępiona przez Chrystusa, który nauczał, by sprzeciwiać się światu.
  4. Nietzsche drwi z chrześcijan niepotrafiących dostrzec i uznać jasnych różnic pomiędzy koncepcjami, oczywistościami moralnymi itp. itd. Nadużywają oni rozgrzeszenia, by zacierać to, czym jest prawda, co stanowi ewidentnie niekwestionowaną wizytówkę antychrześcijan. Chrystus powiedział, by czcić Boga w duchu i prawdzie. A także, że prawda was wyzwoli. Prawda, jasne granice między pojęciami, a nawet nauka i sprawiedliwość, to cechy, które prawdziwy chrześcijanin powinien kochać, jednak nie znajdują one odzwierciedlenia w świecie antychrześcijańskim.